13 marca 2010r. uczniowie z kół ekologicznych i turystyczno-krajoznawczego z naszej szkoły oraz ze Szkoły Podstawowej w Szczenurzy byli na wycieczce w Sopocie. Zaczęliśmy od obserwacji i liczenia ptaków wodnych, zimujących w Zatoce Gdańskiej przy molo w Sopocie. Naliczyliśmy blisko 600 ptaków z 10 gatunków. Najliczniejsze były mewy - srebrzysta i śmieszka, krzyżówki i łyski. Były też łabędzie nieme, które przychodziły aż pod same nogi, aby dostać kawałek chleba. Bardziej odważni karmili je z ręki, choć dwóch przekonało się jak mocno łabędzie szczypią. Wiele łabędzi miało na nogach metalowe obrączki, założone przez ornitologów. Filip z Grabkiem odczytali aż 20 numerów obrączek, które prześlemy do Stacji Ornitologicznej w Gdańsku. Świetnej zabawy dostarczyły nam mewy - przekomicznie chwytały chleb w locie. Florkowi i Bojanowi zabierały go nawet z ręki. Z daleka wyglądało jakby mewy atakowały naszych kolegów, jak na filmie „Ptaki" Alfreda Hitchcocka. Najlepszymi ornitologami zostali: Klaudia Rajewicz (już po raz drugi), Michalina Piotrowicz, Mieszko Nasiadko, Adrian Rosinke, Dawid Stasiak i Filip Krzyżanowski.
Po godzinnych zmaganiach z ptakami, ruszyliśmy brzegiem morza w kierunku Aquaparku. Wielu osobom udało się znaleźć bursztyny, a rekordzistą był Mateusz Dudzik, który znalazł aż 7 bursztynów! Chojnaś i Grabek natomiast zostali wciągnięci przez piasek, co skończyło się mokrymi nogami i prawie utratą butów. Po 2 km marszu dotarliśmy do upragnionego przez wielu Aquaparku. Ciepła woda, bicze wodne - prawdziwa rozkosz! Jednak największą niewątpliwie atrakcją, niestety nie dla wszystkich (tylko dla rosłych powyżej 160 cm), okazała się „dzika rzeka". Silna grupa gimnazjalistów pokonała ją ponad 40 razy! Wygłodniali po kąpieli, rzuciliśmy się na jedzenie, niestety w niezbyt tanim barze. Filip Kosak zamówił sobie nawet pizze, którą z braku czasu musiał zjeść w autokarze. Dalej ruszyliśmy do Centrum Experymentów w Gdyni. W ciekawy i zabawny sposób przedstawiane tam są prawa fizyki, biologii i matematyki. Wykonując różne zadania można było łatwiej je zrozumieć. Tak więc przy okazji dobrej zabawy była też nauka. Można było między innymi znaleźć się w bańce mydlanej, mieć twarz kolegi lub koleżanki, stracić głowę na półmisku itp. Niektórzy też odkrywali tajniki anatomii człowieka, choć z tym było wiele problemów (zobacz więcej zdjęć w galerii).
I to już koniec naszego wypadu do Trójmiasta. Po zadowolonych minach można wnioskować, że wycieczka się udała, choć nie było M,c Donalda.
Nad całością czuwali: Izabela i Bogusław Kotlarz oraz Piotr Ernest
(BK)
